Internet

Rozważania na temat internetu należy zacząć od zdefiniowania samego pojęcia, co przysparza pewnych problemów, bowiem internet, podobnie jak mem, nie jest terminem jednoznacznym. Niejednoznaczność ujawnia się najczęściej przy próbie zapisu pojęcia: małą czy wielką literą? Czy Internet to nazwa własna, czy pospolita?

 

Internet – definicja pojęcia

 

Pewne rozstrzygnięcie, wymagające jednak doprecyzowania, znaleźć można w opinii Katarzyny Kłosińskiej, sekretarza Rady Języka Polskiego:

„[…] nazwa sieci komputerowej bywa pisana dwojako (małą i wielką literą), bo też wydawnictwa poprawnościowe nie są zgodne co do jej pisowni. „Nowy słownik ortograficzny PWN” pod red. E. Polańskiego (Warszawa 1997) oraz „Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN” pod red. A. Markowskiego (Warszawa 1999) rejestrują tylko rzeczownik Internet — pisany wielką literą. Ale już „Wielki słownik ortograficzny języka polskiego” A. Markowskiego (Wilga, Warszawa 1999) podaje formy Internet oraz internet, różnicując ich użycie — Internet to nazwa własna systemu, a internet to ‘każdy system łączności komputerowej’.
To ostatnie rozstrzygnięcie wskazuje na to, że określenie nowego medium elektronicznego — medium właśnie, a nie systemu, który to medium „obsługuje” — zapisuje się już małą literą. […] słowo występuje bowiem w dwóch użyciach — jako nazwa własna i pospolita. Nazwa własna pierwszej (i jak się zdaje — dotychczas również jedynej) sieci — Internet — przekształciła się w nazwę pospolitą. Przeciętny użytkownik tego medium nie zdaje sobie bowiem sprawy, że korzysta z konkretnej sieci, która została nazwana Internetem. Traktuje tę nazwę jako ogólną nazwę nowego medium — tak jak prasę, radio czy telewizję.
Uważam zatem, że słowo [o którym mowa] można pisać dwojako:
1) wielką literą — gdy się ma na myśli konkretną globalną sieć (np. w zdaniu Zakładał nowy system w Internecie, a w XXX już go założył — przy czym XXX byłoby nazwą innej globalnej sieci, gdyby taka istniała),
2) małą literą — gdy traktuje się sieć jako medium, a nie system, który to medium „obsługuje” (np. Znalazł to w internecie).”

Wątpliwości nie budzi zapis wielką literą. Internet jest nazwą własną sieci stworzonej w latach 80. w Stanach Zjednoczonych, która formalnie przestała funkcjonować, ale użyczyła nazwy dla technologii cyfrowej transmisji danych. Znany nam obecnie Internet jest zmodyfikowaną wersją swojego poprzednika, zbiorem kilku fundamentalnych elementów, które umożliwiają komunikację i wymianę danych pomiędzy komputerami odbiorców.

Nazwa Internet w swym pierwotnym znaczeniu odnosi się do powstałej w latach 80. technologii zarządzania sieciami komputerowymi. Początkowo technologia nosiła nazwę ARPA-INTERNET, z czasem zredukowano ją do Internetu. Ta nadrzędna sieć zrzeszała głównie małe sieci, skoncentrowane wokół amerykańskich ośrodków akademickich. (Sama technologia cyfrowej transmisji danych opracowana została przy znaczącej pomocy i udziale Pentagonu). Powstawanie pierwszych sieci komputerowych szczegółowo opisuje w swojej pracy Manuel Castells: „Sieć sieci, która powstała w latach 80., została nazwana ARPA-INTERNET, następnie INTERNET, i nadal była wspierana przez Pentagon a zarządzana przez National Science Foundation. Technicznie przestarzały po ponad 20 latach użytkowania, ARPANET został zamknięty 28 lutego 1990 r. Rolę filaru Internetu przejął NSFNET zarządzany przez NSF. Jednakże presje komercyjne, rozwój prywatnych sieci korporacyjnych i komunikacyjnych sieci non-profit doprowadziły do przerwania w kwietniu 1995 r. działalności tego ostatniego, zarządzanego przez państwo filaru Internetu, zapoczątkowując jego pełną prywatyzację […]. Raz sprywatyzowany, Internet nie miał już odtąd żadnej faktycznej władzy nadzorującej. Liczne instytucje i mechanizmy, powstające ad hoc w toku rozwoju Internetu, przejęły nieformalną odpowiedzialność za koordynowanie konfiguracji technicznych i pośredniczenie w przyznawaniu adresów internetowych […]. Mimo powołania w 1998 r. nowej agencji regulacyjnej z siedzibą w USA […], w 1999 r. nadal nie było bezspornej, jasno określonej władzy nad Internetem ani w USA, ani na świecie – co jest znakiem niezależności nowego środka przekazu, zarówno w kategoriach technicznych, jak i kulturowych” (Castells 2010: 26). Internet jest więc nazwą produktu, którego pierwszym właścicielem był rząd Stanów Zjednoczonych. Z czasem funkcje nadzorcze przejęło społeczeństwo, traktując nową technologię jako dobro wspólne, które należy wspierać i rozwijać.

Zapis małą literą również nie budzi wątpliwości. Należy jednak zaznaczyć, że stawianie znaku równości między internetem a pozostałymi mediami jest pewnym uproszczeniem, nie są to bowiem równorzędne podmioty. Przeciętny użytkownik języka utożsamia internet z prasą, radiem i telewizją, ponieważ nie ma innej technologii, która by go przypominała w większym, niż klasyczne media, stopniu. Jest to nowa jakość – zarówno ze względów technologicznych, jak i wpływu, jaki wywiera na komunikowanie się ludzi i na procesy kulturotwórcze. Internet może być prasą, radiem lub telewizją, ale jest to jedna z jego nieskończonych możliwości. Zasadnicza różnica polega na tym, że jest on nieporównywalnie bardziej niż pozostałe media związany z praktykami użytkowników, które to z kolei są ściśle zaprzężone w mechanizm jego funkcjonowania. Schematycznie można to zobrazować w następujący sposób:

Użytkownicy internetu za pomocą technologii pozwalającej na cyfrową transmisję danych komunikują się ze sobą i magazynami danych, tworząc ruch sieciowy. Przez sumę tych działań, technologię, zapisane dane i te właśnie powstające należałoby rozumieć internet w jego współczesnym, potocznym znaczeniu. W innym ujęciu można by to przedstawić w następujący sposób:

Na drugim rysunku widoczna jest cecha internetu odróżniająca go od klasycznych mediów, którą jest złożoność i ciągłość procesu komunikacji. Trzy elementy widoczne na schemacie: technologia, urządzenia i ruch sieciowy są niezbędne, aby mówić o internecie jako o medium. Brak któregokolwiek z elementów powoduje zatrzymanie procesu, który potocznie nazywamy internetem. Tak rozumiany jest właśnie procesem – potencją działań, nie zaś dającym się zmaterializować bytem. Nie jest jedynie nośnikiem informacji, za którym kryje się określony obraz świata. W internecie, w przeciwieństwie do klasycznych mediów, ruch odbywa się wielokierunkowo i w czasie rzeczywistym. Różnica w dynamice procesów jest znaczna. Telewizja, radio, prasa są w tym ujęciu statyczne, czas przepływu informacji między instytucją nadawczą a odbiorcą jest linearny, tak więc liczba programów telewizyjnych, audycji radiowych, artykułów w najmniejszej, niedającej się już podzielić na mniejsze, jednostce czasu jest skończona. Internet jest natomiast medium dynamicznym. Jest potencją nieskończonych działań. Nie może w żaden sposób zostać zmaterializowany, bowiem w najmniejszej, niedającej się podzielić na mniejsze jednostce czasu, potencja działań w internecie jest nieskończona.

Możliwość interakcji w czasie rzeczywistym z innymi użytkownikami i serwerami danych powoduje, że internet stał się również użytecznym narzędziem umysłu. Ułatwia poznanie, daje dostęp do wielu treści, które można wartościować, modyfikować, o których można dyskutować, wkładając w to mniej wysiłku, niż by wymagało by zrobienie tego za pomocą klasycznych mediów. Należy więc zaznaczyć, że przez „nowe medium” rozumieć trzeba technologię, praktyki użytkowników i magazyny danych, natomiast utożsamianie internetu z innymi rodzajami mediów sprowadza go tylko i wyłącznie do magazynu danych. Przeciętny użytkownik języka przeważnie nie ma tego świadomości, czego jedną z przyczyn może być fakt, że procesowi apelatywizacji nazwy towarzyszyła dynamiczna transformacja i ewolucja desygnatu połączona ze zmianami kulturowymi, jakie wywołało wprowadzenie nowej technologii – Internetu.

 

Animal symbolicum i internet

 

Umiejętność operowania symbolem jest jedną z głównych zdolności odróżniających człowieka od zwierząt. Jedynie człowiek posiada możliwość rozpatrywania rzeczywistości przez pryzmat abstrakcyjnych wytworów umysłu, pełniących złożone funkcję kulturowe. Jednym z myślicieli, którego rozważania koncertowały się wokół tego zagadnienia, był niemiecki filozof Ernst Cassirer. W swoim głównym dziele – „Filozofii form symbolicznych” (Cassier 1983) prezentuje koncepcję kultury, w której symbol odgrywa rolę prymarną. Twierdzi Cassierer, że formy symboliczne determinują ludzkie poznanie, będąc konsekwencją apriorycznej właściwościowości umysłu, dążącego do opisania otaczającego świata według określonego porządku. Symbol jest funkcjonalnym narzędziem umysłu, otwierającym drogę do poznania. Ma również wymiar społeczny – jest wyrazem wspólnej dla danej kultury refleksji nad otaczającym światem.

Główne założenie swojej „Filozofii form symbolicznych” opublikował Cassirer w 1944 roku w krótszej i bardziej przystępnej formie „Eseju o człowieku” (Cassirer 1998). „Klucz do natury człowieka: symbol” głosi tytuł jednego z rozdziałów rozprawy. Wyjaśnia w nim Cassirer na czym właściwe polega istota włączenia do opisu rzeczywistości abstrakcyjnych form, którym przypisuje się określone znaczenie i funkcję kulturową. Aby to uczynić, przywołuje filozof badania niemieckiego biologa Jakoba von Uexkülla: „Każdy organizm, nawet najniższego rzędu, jest nie tylko w jakimś nieuchwytnym sensie przystosowany (angepasst), ale całkowicie osadzony (eingepasst) w swoim otoczeniu. Stosownie do swej budowy anatomicznej, wyposażony jest w pewien Merknetz i pewien Wirknetz – system receptorów i system efektorów. […] System receptorów, dzięki któremu gatunek biologiczny otrzymuje bodźce z zewnątrz, i system efektorów, który sprawia, że na bodźce te reaguje, są we wszystkich sytuacjach ściśle z sobą sprzężone. […] Czy możliwe jest” – zastanawia się Cassirer – „wykorzystanie schematu proponowanego przez Uexkülla do opisania i scharakteryzowania świata ludzkiego? Wydaje się rzeczą oczywistą, że świat ten nie stanowi wyjątku od zasad biologicznych rządzących życiem wszystkich innych organizmów. A przecież w świecie ludzkim znajdujemy nowy rys charakterystyczny, który jest, jak się zdaje, cechą wyróżniającą ludzkiego życia. Krąg funkcjonalny człowieka jest nie tylko szerszy ilościowo; uległ on także zmianie jakościowej. Człowiek jak gdyby odkrył nową metodę dostosowania się do swego otoczenia. Pomiędzy systemem receptorów a systemem efektorów, które można znaleźć u wszystkich gatunków zwierząt, znajdujemy u człowieka trzecie ogniwo: można je określić jako system s y m b o l i c z n y. Ta nowa zdobycz przekształca całe ludzkie życie. Człowiek, w porównaniu do innych zwierząt, żyje nie tylko w rozleglejszej rzeczywistości, żyje jak gdyby w nowym w nowym w y m i a r z e rzeczywistości” (Cassirer 1998: s. 66).

Symbol, arbitralny znak, którego wartość ustalana jest w trakcie kulturowego procesu uzgadniania znaczeń jest kamieniem milowym cywilizacyjnego rozwoju, jest kluczem do poznania. Jak pisze Cassirer – dzięki niemu człowiek żyje w nowym wymiarze rzeczywistości – rzeczywistości ludzkiej myśli. To, co ją spaja, to właśnie symbol – społeczna umowa na kondensację wiedzy o świecie w kolektywnie ustalonym signifiant. Co więcej – „Zmienność, wszechstronność, nie zaś jednolitość charakteryzują prawdziwy ludzki symbol. Nie jest on sztywny ani nieelastyczny, lecz ruchomy.” Nie musi być sztywny, bo jak pisze Cassirer: „Człowiek rozwinął w sobie zdolność wyodrębniania związków – rozpatrywania ich w znaczeniu abstrakcyjnym. Do uchwycenia tego znaczenia człowiekowi nie są już potrzebne konkretne dane zmysłowe, dane wzrokowe, słuchowe, dotykowe, kinestetyczne. Rozpatruje te związki <> – auto kath’ hauto, jak powiedział Platon” (Cassirer 1998: 70). Operowanie symbolem to umiejętność, która wyznaczyła człowiekowi nową drogę do poznania. Dzięki niej może on dostrzec związki między elementami rzeczywistości, nadać im znaczenie i przyporządkować zmaterializowaną formę. Za pomocą własnego intelektu człowiek zamienia chaos wszechświata w uporządkowany świat ludzkiej myśli.

Internet otworzył przed człowiekiem jeszcze inny wymiar rzeczywistości: rzeczywistości wirtualnej – lub, jak woli Manuel Castells – realnej wirtualności. Nie jest to element świata analogowego, ale jego alternatywny wymiar. Inaczej tutaj płynie czas, inaczej wygląda przestrzeń. Świat cyfrowych technologii przyspieszył tempo procesów kulturowych do – jak dotąd – niemierzalnego poziomu. Szybciej zmienia się język, szybciej powołuje się do życia i upowszechnia bardziej lub mniej globalne symbole. Szybciej przebiega negocjowanie znaczeń. Internet pozwala łączyć umysły ludzi na skalę dotąd niespotykaną. Ta rzeczywistość jest, zdaje się, jeszcze rozleglejsza i dysponuje jeszcze większym potencjałem poznawczym niż ta, w której było nam funkcjonować przed cyfrową rewolucją. Wracając do terminów Uexkülla, można powiedzieć, że internet to jednocześnie Merknetz i Wirknetz – receptor i efektor. Pozwala na otrzymywanie bodźców – danych – ze świata realnej wirtualności i tworzenie ich i przesyłanie w czasie niemal rzeczywistym. To jest właśnie zasadnicza różnica między klasycznymi mediami a internetem. Stare media mogą jedynie stanowić bodziec dla receptorów. Nie są narzędziami umysłu takim, jakim może być internet, pozwalający poznawać i kreować rzeczywistość (w czasie niemal rzeczywistym). „Człowiek nie żyje już w świecie jedynie fizycznym” – pisze Cassirer – „żyje także w świecie symbolicznym. Częściami składowymi tego świata są: język, mit, sztuka i religia. Są to różnorakie nici, z których utkana jest owa symboliczna sieć, splątana sieć ludzkiego doświadczenia.” (Cassirer 1998: 65). Jakże trafnym, choć przecież zupełnie niezamierzonym określeniem internetu jest myśl Cassirera z pierwszej połowy XX wieku: „splątana sieć ludzkiego doświadczenia”. Czy częściami współczesnego zdigitalizowanego świata również są mit, sztuka i religia? Zapewne tak. I bezsprzecznie jest nim język, na który nowy wymiar rzeczywistości cyfrowej nie mógł nie wywrzeć wpływu. Internet wytworzył własny, niezależny język, właściwy tylko jemu.

 

Cyberkultura

 

Kulturą internetu nazwać można zbiór praktyk użytkowników sieci i wytwory ich działalności. Ze względu jednak na różnorodność praktyk i tego, kto i jak korzysta z internetu, wydaje się niemożliwe wskazanie miejsc wspólnych, a przez to nakreślenie bardziej precyzyjnej definicji. Wyraz sceptycyzmu poznawczego w stosunku do pojęcia cyberkutlury daje we wstępie do swojej książki Anna Kamińska:
„Anglojęzyczna Wikipedia poprzez link Internet culture przekierowuje do hasła Internet. To błąd lub przypadek, który jednak wydaje się trafny i nieprzypadkowy. Coraz więcej komentatorów ośmiela się definiować Sieć – stanowiącą zarazem summe środowiskowych cyberkultur, medium i magazyn kulturowej wiedzy, praktyk oraz ich wytworów – jako kulturę. Czy jednak pojęciem cyberkultury nie szermuje się na wyrost? […] O wiele łatwiej byłoby dowieść, że poszczególne cyberśrodowiska posiadają własne kultury, a zatem że w Sieci istnieje wiele cyberkultur. Każda z wirtualnych grup ulokowana w określonych punktach cyberprzestrzeni buduje swoją własną historię, kulturową pamięć, zasób eksplicytnej i milczącej wiedzy dotyczącej lokalnie obowiązujących norm i dyrektyw uporządkowanych w unikalnej konfiguracji”. (Kamińska 2011: 11)

Należy przyznać autorce rację, jednak wydaje się, że pomimo dużego zróżnicowania aktywności „środowiskowych cyberkultur”, istnieją miejsca wspólne, dzięki którym możemy mówić o wspólnocie – wspólnocie aktywnych użytkowników internetu. Przez aktywność rozumiane jest tutaj świadome uczestnictwo w kulturze internetu. To doprecyzowanie jest o tyle ważne, że już na samym wstępie pozwala odróżnić użytkowników sieci korzystających z niej jedynie jako z narzędzia komunikacji od tych, dla których przestrzeń internetu jest miejscem aktywności kulturowej, w którym spędzają czas wolny . Tych użytkowników w swojej pracy nazywał będę internautami. Encyklopedia PWN definiuje internautę jako ‚potoczne określenie osoby systematycznie korzystającej z Internetu’ , co wydaje się trafnym doprecyzowaniem koncepcji.

Za miejsca wspólne, rodzaj uniwersaliów charakterystycznych dla kultury internetu, uznać można emotikony i memy. Nie oznacza to, że wszyscy internauci znają wszystkie memy i emotikony. Oznacza to, że znają i rozumieją zasady użycia tych elementów komunikacji, dzięki czemu są w stanie odszyfrować intencje komunikacyjne nadawcy.

Emotikony jako pierwsze zrekompensowały niedoskonałość komunikacji elektronicznej (pośredniej), jaką jest brak kontaktu z rozmówcą, a co za tym idzie – brak możliwość odczytania wszelkich elementów niewerbalnych wypowiedzi: mimiki, gestów, tempa wypowiedzi, modulacji głosu, itd. Utrudnione było odczytanie emocji nadawcy i jego stosunku do treści językowej, co z kolei nie pozwalało na pełne uchwycenie jego intencji komunikacyjnych. I o ile w sferze języka oficjalnego nie stanowiło i nie stanowi to problemu, o tyle w komunikacji potocznej okazało się to przeszkodą, która musiała zostać pokonana. Komunikowanie emocji bez emotikonów nie jest oczywiście niemożliwe. Wymaga jednak dłuższej, bardziej rozbudowanej wypowiedzi, co w przypadku komunikacji elektronicznej jest zjawiskiem niepożądanym. Dąży ona do skrótowości i kondensacji treści, aby przekazać jak najwięcej za pomocą jak najmniejszej liczby znaków.

Emotikony przyczyniły się do znacznej ekonomizacji wysiłku komunikacyjnego, gdyż w precyzyjny sposób potrafią dookreślić kontekst wypowiedzi. Traktować je można jako zespół potencjalnych możliwości wpływania na wydźwięk komunikatu. Dopiero w połączeniu z konkretnym użyciem języka aktualizowana lub wywoływana jest funkcja emotikonu i ustalany jest finalny wydźwięk wypowiedzi, jak w poniższych przykładach:

Życie jest piękne. Każdego dnia przynosi niespodzianki 🙂
Życie jest piękne. Każdego dnia przynosi niespodzianki 🙁
Życie jest piękne. Każdego dnia przynosi niespodzianki 😉
Życie jest piękne. Każdego dnia przynosi niespodzianki :*

Pierwsze zdanie reprezentuje postawę afirmacyjną, drugie melancholijno-ironiczną, trzecie zabawowo-figlarną, czwarte (emotikon oznacza pocałunek) miłosnego uniesienia. Jeśli odczucia odbiorcy względem wydźwięku wypowiedzi są nieco odmienne, to tylko dlatego, że emotikony nie posiadają konkretnego znaczenia, są jedynie wskazówką. Społeczeństwo informatyczne bez problemu jednak przyswoiło tę modyfikację komunikacji i pomimo nigdzie niezwerbalizowanych zasad używania emotikonów, nie ma kłopotów z ich używaniem i odczytywaniem tego, jak wpływają na wypowiedź. Emotikon posiada wartość nie semantyczną, ale pragmatyczną, posiada zestaw instrukcji, aktualizowanych w zależności od konkretnej sytuacji komunikacyjnej. Jest nowej jakości symbolem, jednym z pierwszych istotnych elementów języka przeobrażonego pod wpływem komunikacji elektronicznej.

Pozostając w kręgu biologizmu Richarda Dawkinsa, stwierdzić można, że memy wyewoluowały z emotikonów. Są bardziej złożone, mechanizm ich działania jest bardziej skomplikowany. Potrafią przenosić nie tylko ładunek pragmatyczny, nie tylko instrukcje, ale również ładunek semantyczny. Mem posiada w swojej strukturze zestaw kulturowych znaków, wraz ze wskazaniem, jak można sumę tych znaków odczytać. Nie jest tylko pragmatycznym elementem wypowiedzi, ale komunikatem w sensie ścisłym, jest już bytem niezależnym.